retrospekcja
2009-12-13
Pamiętam ten dzień, kiedy przyszedłeś do mnie. Słońce świeciło mi w plecy, a kwiaty dopiero nieśmiało wyglądały ze swoich zimowych hoteli. Rozgościłeś się, jakby to nie był pierwszy raz. Jakby z punktualnością zegarmistrza pojawiał się w moim życiu francuski rewolucjonista. Bastylię potraktowałeś czołgiem, z przyjemnością oglądając mnie w kąpieli. A biała piana dawno przestała być biała. Nie zraziło Cię to, o dziwo.
Czasami chciałabym włożyć stare spodnie z dziurą na kolanie i tą bluzkę z zeszłego sezonu. Zamknąć oczy i poczuć gwar ulicy, przez którą biegłam tego czerwcowego dnia.
A dzisiaj zamiast naszej ławki stał stojak na kapelusze. Kupiłabym Ci jeden z nich, ale nie starczyło mi czasu.
~*~